Planowanie sezonu to nie jest łatwy orzech do zgryzienia. Po drodze staje wiele przeszkód organizacyjnych, które trzeba pokonać, a także sporo dylematów. Nie można bowiem pobiec wszędzie. Można startować częściej, ale to nie prowadzi do niczego dobrego. Wybierając swoje priorytety, postawiłem na to, aby być bliżej przekonania, że można zarówno zjeść ciastko, jak i mieć ciastko!

Przerzucam kartkę w kalendarzu i wiem, że wiosna już za drzwiami. Taka prawdziwa, bo właściwie pogoda wskazuje na to, że faktycznie mamy zapowiadaną zimę stulecia… Nie pisałbym o tym, bo obserwacje meteorologiczne nie należą do moich pasji, ale w praktyce oznacza to zbliżający się wielkimi krokami kolejny sezon.

Zawsze pomimo jakiegoś już tam bagażu doświadczeń odczuwam lekkie napięcie, adrenalinkę przed tym, co będzie szczególnie w pierwszych startach na początku kwietnia.

Ubiegły rok był dla mnie eksperymentem na samym sobie. Dokonałem świadomie kilku wyborów, których nadal trzymam się kurczowo. Wyzwanie to wyzwanie i nie można rezygnować z czegoś tylko dlatego, że być może debiut nie przeszedł bezboleśnie i był daleki od marzeń. W zeszłym zmieniłem też barwy, przywdziewając już oficjalnie od stycznia nową koszulkę Salomon Suunto Team. Spoglądam na swoje cele odważniej, ale jedno nigdy się nie zmieni. Chcę w spokoju i na swój własny sposób pracować nad sportowym rozwojem.

Okres zimowy przepracowałem w ciszy blisko domu. Kręciłem się głównie po Krakowie, nie tylko biegając. Z konieczności zahaczyłem też o polskie Tatry. Tam okazało się, że kiedy cudzy plan miesza się z moim, muszę wspiąć się na wyżyny logistyki. W ostateczności miałem jednak szansę przez dwa tygodnie odeprzeć atak zimy, bo jak się okazało, ona jednak istnieje.

Za mną starty w Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich, które stanowią siłę napędową. Na tych nieco ponad 23 km w mocno pagórkowatym terenie można na bieżąco monitorować postęp prac. Dzisiaj wiem, że choć nie wyjechałem w ciepłe kraje na żaden obóz treningowy, wszystko przebiega zgodnie z planem w ciszy i spokoju, które to niezwykle sobie cenię.

Mój kalendarz startowy dzieli się na dwie kategorie. Zawody, przy których świeci się zielona lampka to pewne pozycje o priorytetowym charakterze. Pozostałe są dla mnie albo formą sprawdzenia swojej dyspozycji przed kluczowymi startami, albo nie mam w stosunku co do nich pewności, że będę mógł stanąć do rywalizacji. Aktualna dyspozycja, stan zdrowia, samopoczucie, mistrzowskie imprezy i niespodziewane wypadki – to wszystko wpływa na ostateczny układ kalendarza startowego.

Na początku kwietnia z pewnością pojawię się na Sztafecie Górskiej w Kudowie-Zdroju. Test, rywalizacja i dobra zabawa, bo choć nie miałem przyjemności startować w tych zawodach, wiele słyszałem, że atmosfera drużynowej walki unosi się wprost w powietrzu. W tym samym miesiącu pojawię się w Szczawnicy na ważnych dla mnie mistrzostwach Polski w biegach górskich na długim dystansie. Sentymentalny powrót do tego, co było rok temu, kiedy właśnie w Szczawnicy debiutowałem na maratońskim dystansie. Jakby nie było, strzeliłem wtedy swoją życiówkę na te 42 kilometry z groszem, bo po asfalcie nigdy nie czmychnąłem maratonu. 😉

Maj będzie stał pod znakiem pierwszego występu w Golden Trail National Series. Ta nowość to dla mnie kolejny eksperyment. Jestem ciekaw, co spotka mnie w tym cyklu i jak wypadnę na tle konkurentów. Ale, ale! Wcale nie myślę o byciu tłem. Wręcz przeciwnie.

W maju powalczę również o kwalifikację na mistrzostwa Europy w biegach górskich. Bieganie zawsze jest dla mnie dużą sprawą, więc również w tym roku nie chcę rezygnować z szansy na dołączenie do reprezentacji kraju.

Po czeskim akcencie GTNS przyjdzie czas na biegi w słowackiej części cyklu oraz w Lądku-Zdroju.

Dalej nie sercem, ale formą mam zamiar kierować się, wybierając kolejne ważne imprezy. Na polskiej mapie biegów w tym roku po raz pierwszy zagości Tatra SkyMarathon.

Te akcenty zapisałem na planie, który już wcześniej podałem do publicznej wiadomości. Wcale nie zrobiłem tego dlatego, że teraz robią tak wszyscy. Wiecie, jak motywuje takie zwierzanie się innym? Potem nie ma innego wyjścia, jak dać z siebie wszystko i pokazać taką siłę, jakby zawsze walczyło się na trasie mistrzostw świata!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.