Pewnie zastanawiacie się, dlaczego bieganie po górach nazwałem zagadkowym. Bynajmniej nie miałem zamiaru podkreślać tego, że wszystko może się przydarzyć, a trasa stanowi dla mnie tajemniczo trudne wyzwanie. To przecież logiczne, że w walce o mistrzostwo Europy nie będziemy biegać po łatwych górskich ścieżkach.

Zagadkowość kryje się w zupełnie innym aspekcie i to bardzo kluczowym – w mojej formie. Zawsze walczymy o najlepsze miejsca, ale czasami trzeba zdać sobie sprawę z tego, co faktycznie jesteśmy w stanie z siebie dać w danym momencie. Moją dyspozycję opisuje teraz najlepiej słowo „nie wiem”.

Nie wiem, czy dam radę poprawić swój najlepszy dotychczasowy rezultat uzyskany na tej imprezie, czyli 11. miejsce, choć to, że najbardziej w świecie mi na tym zależy, jest raczej oczywiste. Dlatego też we Włoszech założę biało-czerwony strój i zaprezentuję siebie i swój kraj najlepiej jak tylko mogę.

Fot. Jacek Deneka

Podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata w skyrunningu ścigałem się na dystansie vertical. Kapryśny szkocki klimat dał wówczas popalić całej naszej drużynie i sprawił, że część z nas wróciła do swoich domów z pamiątkowym katarem. Ja przyjechałem wtedy z zadowoleniem, bo w obliczu kontuzji, jakiej nabawiłem się w Karpaczu na mistrzostwach świata w długodystansowym biegu górskim, wróciłem na tyle silny, aby zostać jedenastym zawodnikiem świata w biegu pod górę – mówiąc w prosty sposób.

Identyfikacja mojej osoby z tą konkurencją jest na tyle silna, że moja decyzja o skupieniu się na dłuższych dystansach od tego sezonu była dla większości zaskoczeniem. Podobno nie można być we wszystkim dobrym, ale ja stopniowo przygotowywałem się do tego, aby w miarę bezboleśnie wdrożyć się w nieco więcej minut spędzanych na trasie. Jak już wiecie, bezboleśnie wcale nie było…

Kiedy w ubiegłym roku startowałem w Karpaczu, czułem się mocny, jak nigdy dotąd. Z całą pewnością była to forma życia, która przepadła w jednej chwili przez kontuzję, którą doznałem na trasie i musiałem zrobić coś, czego zabraniam wszystkim moim podopiecznym – zejść z trasy. Choć dzisiaj odeszło to już w sportową niepamięć, a ja pozbyłem się skutków urazu i dosyć szybko powróciłem na trasę, faktem jest, że swojej formy sprzed tamtej imprezy jeszcze nie zdołałem doprowadzić na tak wysoki poziom.

Teraz wiem, że ten sezon ciągnie się, jak makaron. Zacząłem przecież od złota mistrzostw Polski w biegu anglosaskim w środku kwietnia, a jeszcze w marcu ścigałem się na mistrzostwach w biegach przełajowych. Mamy sierpień, a za mną przekrój startów o różnym charakterze na kilku zupełnie innych dystansach. Mistrzostwa Europy skyrunning będą, więc ostatnim lub jednym z ostatnich startów przed przerwą, którą w tym roku wyjątkowo planuję, bo czuję, że jest taka potrzeba.

Po powrocie z Sierre-Zinal przyjrzałem się swojej diecie i teraz oprócz rozpiski treningowej, wpatruję się też w drugą ściągę z tym, co będę jadł danego dnia. Nie chcę żadnych skurczy i dodatkowych nieprzewidzianych atrakcji. We Włoszech będę bowiem rywalizować na dystansie Classic (31 km, +2600 m). Jak widać, zmiana preferencji co do dystansów, które wybieram, pociągnęła za sobą rezygnację z verticalu nawet na mistrzostwach Europy.

Pytacie o Kasprowy? Nie wiem, ale być może będę tam widziany.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.