Obecnie aktywnych fizycznie z każdej strony kusi się mniej lub bardziej ciekawymi ofertami. Treningi biegowe, personalne, dokładne dopasowywanie obuwia biegowego, dietetyka, trening mentalny albo szeroka oferta medycyny sportowej. Zapewne większość z Was chociaż raz spotkała się też z hasłem „badanie wydolnościowe”, które szczególnie często proponuje się między innymi biegaczom.

Czy takowy test sprawdzający naszą wydolność ma sens? Dla kogo skierowane są tego typu badania? Jak wygląda próba?

Na te i inne pytania odpowiem na swoim własnym przykładzie.

Na bieżni też są góry…

Niedawno miałem przyjemność skorzystać z usług SPORTSLAB. Dawno nie miałem okazji pobiegać w czterech ścianach, a już z pewnością nie na takich obrotach. Ostatnie trzy tygodnie to też czas roztrenowania. Niekoniecznie mowa o braku aktywności fizycznej. Taki stan wyraźnie mi nie służy, bo na koniec okresu przeznaczonego na odpoczynek przypałętała się do mnie choroba. Dlatego też ostateczny na ostateczny wynik badania muszę wziąć poprawkę. Według fizjologa, od otrzymanego wyniku tętna muszę odjąć około dziesięciu i wówczas otrzymam optymalny wskaźnik. Następną próbę podejmę zapewne za około trzy miesiące. Otrzymane wtedy wyniki staną się kluczem w przygotowaniach do przyszłego sezonu.

Na początku miałem tętno wyższe niż gdybym biegał normalnie na bieżni (czyt. bez próby wysiłkowej). Oddychało mi się dobrze, choć zmęczenie narastało dosyć szybko. Przed wejściem na bieżnię przeprowadziłem oczywiście rozgrzewkę – krótką, pięciominutową.

Próbę wysiłkową biegamy na maksimum swoich możliwości – do całkowitego odcięcia. Wśród wskaźników jest między innymi ten, dotyczący poboru wentylacji, czyli ile tlenu zostało zużytego. Nie wiem, czy w moim przypadku było to maksimum możliwości z uwagi na czynnik zdrowotny. W dodatku zwiększaliśmy zarówno prędkość, jak i nachylenie. Przy zmianie ostatniego z ustawień, ciężko było mi utrzymać prędkość. W pewnym momencie mięśnie zaczynają się zakwaszać.

Wiecie już zatem, jak wyglądało badanie, a także wiecie, co Was podczas niego czeka. Czas na trochę  teorii.

Po co to komu?

Z pewnością na początku tego typu test ułatwia zaplanowanie treningu. Dzięki temu możemy określić, jak zacząć – nie za szybko, nie za wolno. Nie mając za sobą takiego badania, robimy wszystko właściwie po omacku i na wyczucie swojego organizmu. Czasami ciężko to jednak określić. Aby zatem wszystko miało ręce i nogi, badanie najlepiej powtórzyć po kilku miesiącach. W ten sposób możemy określić, czy nastąpił progres oraz wreszcie stwierdzić, czy nasze treningi idą w dobrym kierunku.

Z jednej strony jest to badanie dla profesjonalistów, ale kto powiedział, że nie ułatwi ono drogi do celu również amatorom. Mając wyniki, wychodzą wszelkie braki, między innymi te dotyczące wydolności. Dowiemy się, czy brakuje bardziej wydolności tlenowej, beztlenowej, a może tlenowo-beztlenowej.

Co to oznacza w praktyce?

Wydolność tlenowa to ta, podczas której intensywność wysiłku nie jest duża, ale za to czas jego trwania długi. Wydolność beztlenowa odnosi się do bardzo intensywnego wysiłku w czasie około dwóch, trzech minut. Ostatnia z nich – mieszana (tlenowo-beztlenowa) dotyczy aktywności o wyższej intensywności niż w przypadku pracy tlenowej przy czasie trwania około 70-80 minut.

Wyciskacz potu i eliminator błędów

Tak w skrócie mógłbym zatytułować badanie wydolnościowe. Te kilkadziesiąt minut musi dać w kość (w moim przypadku całkowity czas badania nie przekroczył godziny, zaś czas, podczas którego mój organizm pracował na najwyższych obrotach, zamknął się w dwudziestu minutach), ale w zamian za to, otrzymamy kilka interesujących odpowiedzi na pytania. Dzięki badaniom, jeśli naprawdę zależy nam na osiąganych wynikach, jesteśmy w stanie określić, czy wykonujemy wszystko tak, jak trzeba i dzięki temu ustrzec się błędów.

Dzięki wynikom otrzymamy wiedzę między innymi odnośnie do naszego progu anaerobowego (momentu, kiedy następuje systematyczny wzrost mleczanu we krwi). Dowiemy się także jakie jest nasze VO2max, czyli tego, ile maksymalnie tlenu jesteśmy w stanie pobrać w trakcie intensywnego wysiłku.

Przy poważnym podejściu do uprawianej przez nas dyscypliny badanie może zatem bardzo się przydać. W szczególności, jeśli mowa o biegach górskich, podczas których nierzadko doprowadzamy nasz organizm do skraju wyczerpania.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.